W piatek przyszla
umówiona wczesniej Maria , która miała sie zając pelargoniami
"odpoczywającymi" przez zimę w tzw "piwnicy". Oczywiście na
parę dni wczesniej przed ta wizytą pani Danke lauferowała koło tych pelargonii
ze zdwojona szybkościa a ja...no cóż...lauferowałam razem z nią. Bo miałam
jedną skrzynkę przestawic tu, potem drugą tam a potem te pierwsza postawic
znowu tu...i tak w kółko. W koncu pani Danke mocno juz zmęczona, zaległa w
swoim magicznym fotelu i wydawala polecenia...
- Johana teraz
podnies zaluzje w "piwnicy"
- Johana, teraz
przysun skrzynki do drzwi.
- Johana teraz weź
dynger i wlej do konewki.
Matko jedyna! Jaki
dynger!? Mówie ze nie rozumiem. Pani Danke robi wieeelkie oczy i zdziwiona pyta
- Ty nie rozumiesz!?
Nie wierze. No dynger! W butelce.
Ide po raz setny do
"piwnicy" i szukam ...W butelce... Wista wio, łatwo
powiedziec...butelek sto ale na żadnej "dynger" nie pisze. Za to
"wein" i owszem...cała bateria...ale dyngera ani kropelki. Wracam do
pani Danke i mowie że nie ma. Pani Danke że MUSI byc...wracam...juz mi
patrzałki z orbit wychodzą ...nawet słoiki przeleciałam wzrokiem i konserwy...a
cisnienie mi rośnie...
Wracam...
- Nie ma - mówie - a
co to ten dynger ? - pytam
- Dynger jest do
podlewania kwiatów - mówi pani Danke
Do podlewania kwiatów
to jest woda , mysle sobie a nie dynger...
Pani Danke jest mocno
zdenerwowana (ja jeszcze bardziej) . Mój Anioł wczasy sobie chyba zrobił albo
specjalnie sie nie odzywa i ma ubaw teraz po pachy. Ja cię tam panie Anioł
pytać nie bede...mam swoj rozum...dijde dzis co to dynger i bez twojej pomocy.
Powiedziałam pani
Danke że po pauzie poszukam jeszcze raz bo tak mnie głowa boli że przespie sie
jak ona bedzie spała....
I znowu slyszę
"arme Johana"...Rekę mam...a nawet dwie...naprawde nie wiem o co z
tym "arme" chodzi....
Jednak kiedy pani
Danke spała po obiedzie ja do słownika i dalej szukac o co chodzi....trudno bo
nie wiem jak sie pisze. Ale ze zaczyna sie na litere "D" wiec na tym
sie skupiam. Sune palcem po kolejnych słowach...Durchfall - omijam
automatycznie...WRESZCIE...
Dünger !!! - nawóz!!! kojarze z
podlewaniem i jazda do "piwnicy". Jeszcze raz butelka po butelce
robie przegląd...i ...nie ma...rozpacz...
I nagle błysk...na
werandzie tez sa jakies butelki...lece ...jest!!!Dünger!!! Zielona
plastikowa butelka z tym czyms...
No - mówie - panie
Anioł znalazłam, wiem...i mysle ze ty chciałes żebym sama do tego doszła.
Ze cisnienie mi to
podnioslo to tez dobrze...jestem niskocisnieniowiec :)
Chyba od dzis bede
sobie "Dynger" zamiast kawy serwowac.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz