Translate

sobota, 23 sierpnia 2014

Dünger i...cisnienie hoch

W piatek przyszla umówiona wczesniej Maria , która miała sie zając pelargoniami "odpoczywającymi" przez zimę w tzw "piwnicy". Oczywiście na parę dni wczesniej przed ta wizytą pani Danke lauferowała koło tych pelargonii ze zdwojona szybkościa a ja...no cóż...lauferowałam razem z nią. Bo miałam jedną skrzynkę przestawic tu, potem drugą tam a potem te pierwsza postawic znowu tu...i tak w kółko. W koncu pani Danke mocno juz zmęczona, zaległa w swoim magicznym fotelu i wydawala polecenia...
- Johana teraz podnies zaluzje  w "piwnicy"
- Johana, teraz przysun skrzynki do drzwi.
- Johana teraz weź dynger i wlej do konewki.
Matko jedyna! Jaki dynger!? Mówie ze nie rozumiem. Pani Danke robi wieeelkie oczy i zdziwiona pyta
- Ty nie rozumiesz!? Nie wierze. No dynger! W butelce.
Ide po raz setny do "piwnicy" i szukam ...W butelce... Wista wio, łatwo powiedziec...butelek sto ale na żadnej "dynger" nie pisze. Za to "wein" i owszem...cała bateria...ale dyngera ani kropelki. Wracam do pani Danke i mowie że nie ma. Pani Danke że MUSI byc...wracam...juz mi patrzałki z orbit wychodzą ...nawet słoiki przeleciałam wzrokiem i konserwy...a cisnienie mi rośnie...
Wracam...
- Nie ma - mówie - a co to ten dynger ? - pytam
- Dynger jest do podlewania kwiatów - mówi pani Danke
Do podlewania kwiatów to jest woda , mysle sobie a nie dynger...
Pani Danke jest mocno zdenerwowana (ja jeszcze bardziej) . Mój Anioł wczasy sobie chyba zrobił albo specjalnie sie nie odzywa i ma ubaw teraz po pachy. Ja cię tam panie Anioł pytać nie bede...mam swoj rozum...dijde dzis co to dynger i bez twojej pomocy.
Powiedziałam pani Danke że po pauzie poszukam jeszcze raz bo tak mnie głowa boli że przespie sie jak ona bedzie spała....
I znowu slyszę "arme Johana"...Rekę mam...a nawet dwie...naprawde nie wiem o co z tym "arme" chodzi....
Jednak kiedy pani Danke spała po obiedzie ja do słownika i dalej szukac o co chodzi....trudno bo nie wiem jak sie pisze. Ale ze zaczyna sie na litere "D" wiec na tym sie skupiam. Sune palcem po kolejnych słowach...Durchfall - omijam automatycznie...WRESZCIE...
Dünger !!! - nawóz!!! kojarze z podlewaniem i jazda do "piwnicy". Jeszcze raz butelka po butelce robie przegląd...i ...nie ma...rozpacz...
I nagle błysk...na werandzie tez sa jakies butelki...lece ...jest!!!Dünger!!! Zielona plastikowa butelka z tym czyms...
No - mówie - panie Anioł znalazłam, wiem...i mysle ze ty chciałes żebym sama do tego doszła.
Ze cisnienie mi to podnioslo to tez dobrze...jestem niskocisnieniowiec :)
Chyba od dzis bede sobie "Dynger" zamiast kawy serwowac.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz