Translate

sobota, 23 sierpnia 2014

Wiem że nic nie wiem... a jednak wiem.

Moja znajomośc niemieckiego jest dużo lepsza niz pierwszego dnia ale ciągle niedoskonala...i chyba juz tak zostanie...ostatnio nie chce mi sie sięgnąc po slownik chyba że zajdzie konieczna potrzeba.
Siedze teraz i na nowo przezywam ten koszmarny dzien. Chociaz i tak nie odda tego co naprawde czułam...
Wczoraj był lekarz u pani Danke...rutynowa wizyta, ciśnienie, pobieranie krwi. Przy okazji zapytałam o rzekoma cukrzyce. I cóż sie dowiedziałam...otóz po smierci męża pani Danke nastąpil u niej szok insulinowy...mało nie umarła...ponoc to sie zdaża np w wyniku głebokiego stresu. I od tamtej pory raz w miesiącu ma robione badanie poziomu cukru we krwi. Ale pani Danke uparcie twierdzi że ma cukrzycę (stąd te diabetyczne produkty)...Ale poza tym nie stosuje żadnej diety. Uwielbia ciasta, kremy, lody...uwielbia i konsumuje bez żadnych skutkow ubocznych poza Durchfallem oczywiście....Po jednej takiej porcji diabetyk by powiedział "Guten Morgen Panie Boże"...Spytałam czy mogę słodzic herbatę w takim razie cukrem...A lekarz że nie widzi przeszkód. Zresztą sam powiedział przy okazji tych cukierkow że ludzie nadużywający gumy do żucia bezcukrowej tez czesto mają biegunki.
W takim razie powoli, za zgoda lekarza, odstawiamy słodzik...ale czy cos to da? Może troche pomoże. Poza tym - mówi lekarz - pani Emi ma jelita krótsze o 30 cm więc to tez ma wpływ na Durchfall...Błedne kolo...
No a dzis...dzien zaczął sie jak zwykle. Jak zwykle zajęłam sie własnie obiadem gdy odgłos silnika magicznego fotela zasygnallizował szturm na WC. Juz w drodze ...jak zwykle, pani Danke wołała "szybko!"...cóz proza...juz naprawde mi to zwisa. Obojętnie jak szybko by pani Danke szła to i tak Durchfall bedzie pierwszy...przed metą...Jak zwykle myję przebieram i wracamy na fotel. Ja do kuchni....Nie minęlo 5 min i znowu słysze silniczek..."Bedziemy laufen" - myslę - i wcale sie nie spiesze. Ale krzyk pani Danke dodał mi skrzydeł...Redbul jest przereklamowany..
Tym razem sie wystraszyłam kiedy , jak zwykle, myłam i przebierałam panią Danke. Leciała z niej woda...pienista woda...Trzeba zastosowac magiczne pigułki bo mi sie w godzinę odwodni. Posadziłam panią Danke na fotelu, podałam kapsułkę i poszlam sprzątac cały ten bałagan. Biedna pani Danke płakała bo w dodatku pupa ją bolała...no wierze...
No i kiedy tak sprzątam to patrze a w pampersie oprócz Durchfallu widac krew. No to przestraszyłam sie jeszcze bardziej. Kiedy pytalam panią Danke dlaczego miaal operację to powiedziała że miała krew w stolcu...Łapię za telefon (o obiedzie newet nie myślę) i dzwonie do Rozi. Mówie co i jak a Rozi że zaraz zadzwoni do Stefana. Stefan przyjechal dosłownie po 15 min. Sprawdził pampers...
- No tak - mówi - to jest krew.
Potem zabrał panią Danke do łazienki. Wrócił i mówi ze to nie himoroidy. Wypełnił jakis formularz i mówi:
- Tę kartke pokarzesz lekarzowi jak przyjdzie. Powinien być ok 15tej. Pani Emi musi jechac do szpitala.Zadzwonie do córki i poinformuję.
Boże...nie jestem dobrą opiekunką. Zamiast zmartwic sie ja poczułam....ulgę. Coś nieadekwatnego do sytuacji. W tej jednej sekundzie pomyslałam najpierw o sobie...ze tak normalnie, po ludzku odpoczne....
- No dobrze - mówie- Co w takim razie , do tego czasu mam dawac pani Emi do jedzenia?
- Dobre pytanie - odpowiada Stefan - Podaj suchary i dużo picia. I czekajcie na lekarza.
Stefan wyszedł a ja zostałam...nie gotowałam obiadu, sama tez nic nie jadłam tylko paliłam jak smok. Imodium podziałało i pani Danke zmęczona prawie cały dzien przespała w fotelu od czasu do czasu wizytowała toalete ale dla innej przyczyny.
Minęła 15ta...potem 16ta...a lekarza nie ma. W koncu o 18tej, kiedy była pora na kolacje i pani Danke juz naprawde głodna jej sie domagała zadzwoniłam do Rozi z pytaniem kiedy lekarz przyjdzie.
- Lekarz nie przyjdzie Johana - mówi Rozi - rozmawiałam z nim i powiedział ze wczorajsze wyniki są dobre że nie ma nic powaznego.
- No dobrze ale twoja mama miała do szpitala jechać. Tak powiedział Stefan
- Nic podobnego - odpowiedziała Rozi - Musiałaś coś źle zrozumiec.
.....Kiedy odłożyłam słuchawkę...usiadłam na tapczanie...i rozryczałam sie...z bezsilności i ...złości na siebie. Źle zrozumiałam Stefana...naraziłam panią Danke na głodówkę cały dzien...nie nadaję sie...powiem Rozi że wracam...juz nie mam sił...zamiast pomagać tylko szkodę wyrządzam...mam dosc.
Ostatkiem sil poszłam do kuchni a potem podałam kolacje pani Danke. Matko jaka była szczęsliwa. Uciekałam wzrokiem ze wstydu ...
O 20tej przyszedł Stefan. Wszedł do pokoju i zobaczył ten formularz który zostawił
- A to co? - pyta - Lekarza nie było? Przeciez rozmawiałem z nim i z córką. Powiedzial że przyjdzie.
Matko! W tym momencie myślałam ze rzuce sie \Stefanowi na szyję...Wiec jednak dobrze zrozumiałam...Och Stefan...nawet nie wiesz ile dobra tymi słowami uczyniłes :)
Ale teraz gdzy zostałam sama ze swoimi myslami...no...nie wiem...jest mi tak naprawde przykro. Czuje sie jak mebel...nie jak "ktoś" ale jak "cos" co sie opiekuje czyjąś mamą....i taka zadra w sercu...a może?
Może jestem przewrażliwiona...zmęczona...i stąd te myśli? Przeciez dla pani Danke nie jestem pzredmiotem...a to chyba najważniejsze....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz