Moja znajomośc
niemieckiego jest dużo lepsza niz pierwszego dnia ale ciągle niedoskonala...i
chyba juz tak zostanie...ostatnio nie chce mi sie sięgnąc po slownik chyba że
zajdzie konieczna potrzeba.
Siedze teraz i na
nowo przezywam ten koszmarny dzien. Chociaz i tak nie odda tego co naprawde
czułam...
Wczoraj był lekarz u
pani Danke...rutynowa wizyta, ciśnienie, pobieranie krwi. Przy okazji zapytałam
o rzekoma cukrzyce. I cóż sie dowiedziałam...otóz po smierci męża pani Danke
nastąpil u niej szok insulinowy...mało nie umarła...ponoc to sie zdaża np w
wyniku głebokiego stresu. I od tamtej pory raz w miesiącu ma robione badanie
poziomu cukru we krwi. Ale pani Danke uparcie twierdzi że ma cukrzycę (stąd te
diabetyczne produkty)...Ale poza tym nie stosuje żadnej diety. Uwielbia ciasta,
kremy, lody...uwielbia i konsumuje bez żadnych skutkow ubocznych poza
Durchfallem oczywiście....Po jednej takiej porcji diabetyk by powiedział
"Guten Morgen Panie Boże"...Spytałam czy mogę słodzic herbatę w takim
razie cukrem...A lekarz że nie widzi przeszkód. Zresztą sam powiedział przy
okazji tych cukierkow że ludzie nadużywający gumy do żucia bezcukrowej tez
czesto mają biegunki.
W takim razie powoli,
za zgoda lekarza, odstawiamy słodzik...ale czy cos to da? Może troche pomoże.
Poza tym - mówi lekarz - pani Emi ma jelita krótsze o 30 cm więc to tez ma
wpływ na Durchfall...Błedne kolo...
No a dzis...dzien
zaczął sie jak zwykle. Jak zwykle zajęłam sie własnie obiadem gdy odgłos silnika
magicznego fotela zasygnallizował szturm na WC. Juz w drodze ...jak zwykle,
pani Danke wołała "szybko!"...cóz proza...juz naprawde mi to zwisa.
Obojętnie jak szybko by pani Danke szła to i tak Durchfall bedzie
pierwszy...przed metą...Jak zwykle myję przebieram i wracamy na fotel. Ja do
kuchni....Nie minęlo 5 min i znowu słysze silniczek..."Bedziemy
laufen" - myslę - i wcale sie nie spiesze. Ale krzyk pani Danke dodał mi
skrzydeł...Redbul jest przereklamowany..
Tym razem sie
wystraszyłam kiedy , jak zwykle, myłam i przebierałam panią Danke. Leciała z
niej woda...pienista woda...Trzeba zastosowac magiczne pigułki bo mi sie w
godzinę odwodni. Posadziłam panią Danke na fotelu, podałam kapsułkę i poszlam
sprzątac cały ten bałagan. Biedna pani Danke płakała bo w dodatku pupa ją
bolała...no wierze...
No i kiedy tak
sprzątam to patrze a w pampersie oprócz Durchfallu widac krew. No to
przestraszyłam sie jeszcze bardziej. Kiedy pytalam panią Danke dlaczego miaal
operację to powiedziała że miała krew w stolcu...Łapię za telefon (o obiedzie
newet nie myślę) i dzwonie do Rozi. Mówie co i jak a Rozi że zaraz zadzwoni do
Stefana. Stefan przyjechal dosłownie po 15 min. Sprawdził pampers...
- No tak - mówi - to
jest krew.
Potem zabrał panią
Danke do łazienki. Wrócił i mówi ze to nie himoroidy. Wypełnił jakis formularz
i mówi:
- Tę kartke pokarzesz
lekarzowi jak przyjdzie. Powinien być ok 15tej. Pani Emi musi jechac do
szpitala.Zadzwonie do córki i poinformuję.
Boże...nie jestem
dobrą opiekunką. Zamiast zmartwic sie ja poczułam....ulgę. Coś nieadekwatnego
do sytuacji. W tej jednej sekundzie pomyslałam najpierw o sobie...ze tak
normalnie, po ludzku odpoczne....
- No dobrze - mówie-
Co w takim razie , do tego czasu mam dawac pani Emi do jedzenia?
- Dobre pytanie -
odpowiada Stefan - Podaj suchary i dużo picia. I czekajcie na lekarza.
Stefan wyszedł a ja
zostałam...nie gotowałam obiadu, sama tez nic nie jadłam tylko paliłam jak
smok. Imodium podziałało i pani Danke zmęczona prawie cały dzien przespała w
fotelu od czasu do czasu wizytowała toalete ale dla innej przyczyny.
Minęła 15ta...potem
16ta...a lekarza nie ma. W koncu o 18tej, kiedy była pora na kolacje i pani
Danke juz naprawde głodna jej sie domagała zadzwoniłam do Rozi z pytaniem kiedy
lekarz przyjdzie.
- Lekarz nie przyjdzie
Johana - mówi Rozi - rozmawiałam z nim i powiedział ze wczorajsze wyniki są
dobre że nie ma nic powaznego.
- No dobrze ale twoja
mama miała do szpitala jechać. Tak powiedział Stefan
- Nic podobnego -
odpowiedziała Rozi - Musiałaś coś źle zrozumiec.
.....Kiedy odłożyłam
słuchawkę...usiadłam na tapczanie...i rozryczałam sie...z bezsilności i
...złości na siebie. Źle zrozumiałam Stefana...naraziłam panią Danke na
głodówkę cały dzien...nie nadaję sie...powiem Rozi że wracam...juz nie mam
sił...zamiast pomagać tylko szkodę wyrządzam...mam dosc.
Ostatkiem sil poszłam
do kuchni a potem podałam kolacje pani Danke. Matko jaka była szczęsliwa.
Uciekałam wzrokiem ze wstydu ...
O 20tej przyszedł
Stefan. Wszedł do pokoju i zobaczył ten formularz który zostawił
- A to co? - pyta -
Lekarza nie było? Przeciez rozmawiałem z nim i z córką. Powiedzial że
przyjdzie.
Matko! W tym momencie
myślałam ze rzuce sie \Stefanowi na szyję...Wiec jednak dobrze
zrozumiałam...Och Stefan...nawet nie wiesz ile dobra tymi słowami uczyniłes :)
Ale teraz gdzy
zostałam sama ze swoimi myslami...no...nie wiem...jest mi tak naprawde przykro.
Czuje sie jak mebel...nie jak "ktoś" ale jak "cos" co sie
opiekuje czyjąś mamą....i taka zadra w sercu...a może?
Może jestem
przewrażliwiona...zmęczona...i stąd te myśli? Przeciez dla pani Danke nie
jestem pzredmiotem...a to chyba najważniejsze....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz