Dzwonila dzis
koordynatorka z firmy w sprawie potwierdzenia daty mojego wyjazdu i wymiane...
Juz w styczniu
zaczęłam analizować ten wyjazd...w połowie lutego konczy sie zadeklarowany
przeze mnie trzeci miesiąc pobytu w tym miejscu. Patrzyłam na kalendarz i oczom
nie wierzyłam....tak szybko minął ten czas...tyle sie wydarzyło, tyle sie nauczyłam
, nie raz popazyłam żabie łapki i omal ich nie poalmałam na zboczach góry z
lochem w środku. Ale minął niespodziewanie szybko...
Patrze wiec na
kalendarz i ...katastrofa...Jeśli wyjade do domu w polowie lutego to będe
musiala wrócic w połowie marca. A 26 marca moja Maminka konczy 80 lat. No nie
moge NIE BYC na jej urodzinach. Z drugiej strony ja juz naprawde mam dosć. Tego
g...na, tych pampersów, tego nieustannego "JOHAAANAA!" , tego
wiecznego pośpiechu z zakupami,...Mam dośc tej góry, tego widoku przepięknego
bo tak naprawde to TYLKO widok mi pozostaje bo o zwiedzaniu czegokolwiek nie ma
mowy...mam dość tych sobotnich wyjazdów na kawe czy obiady zawsze przerywanymi
wizytą w toalecie...i toalety tez mam dość. Jak sama mam do niej isc to juz mi
sie niedobrze robi. Najlepiej żebym w ogóle nie musiała tam wchodzic. Zaczyna
mnie drażnic nawet sama pani Danke, Rozi z tym swoim słodkim uśmiechem "No
przykro mi bardzo"....Powinnam wyjechac natychmiast żeby znowu nie
rozleciec sie na kawałki z takim trudem posklejane...
Ale Mama...Mama ma
urodziny tylko raz...80 lat to przy jej chorobie jest medyczny sukces. A co
jeśli to będą jej ostatnie urodziny? Daruję sobie? Co powiem? Ze wymięklam? Ze
pokonało mnie g...no?!
Nie spałam całą
noc....rano wyglądałam jak półtora nieszczęscia. Była sobota. O 11tej
przyjechałą Rozi (jak zwykle) i kiedy pani Danke drzemala w fotelu ja w kuchni
zaczęłam rozmawiac...o możliwości przedłużenia pobytu. Czy wyraża na to zgodę.
Rozi sie bardzo ucieszyła. Uzgodniłysmy ze wyjade w połowie marca.
.......kiedy dziś ten
telefon z firmy odebrałam....
- Pani Joanno czy
potwierdza pani wyjazd 17go lutego?
- A czy mogłabym
zostac jeszcze miesiąc?
- Alez nie ma
problemu - odpowiada - Czyli kiedy chce pani wracac ?
- 15. marzec - mówię
- Dobrze, dzis wysle
pani dokumenty.
- Ale ja chce na
miesiąc do domu i tu wrócic - mówie- Rozmawiałam juz z rodziną.
- Noooo...zobaczymy
pani Joanno. Na razie wysyłam papiery i ubezpieczenie.
Klap. Koniec rozmowy.
I wpadłam w panike.
"Zobaczymy pani Joanno"....juz raz to pzreranbiałam. A co jak po
powrocie do domu znowu bede czekała prawie dwa miesiące na zlecenie?! Naprawde
boję sie że moge tu nie wrócic. Bo musze wrócic. Podpisałam cyrograf że jesli
przep[racuje 6 miesięcy to nie bede musiała płacic za kurs niemieckiego. Jak
mam pracowac następne 2 miesiące to w miejscu które znam. No i potrzebuje
ciągłosci pracy....Nasz budżet nie wytrzyma jeszcze jednego postoju....
Naprawde sie
martwię....musze porozmawiac z Rozi jak przyjedzie....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz