Dziś właśnie
odwiedziły panią Danke zaproszone nachbariny. Trzy...Pani Danke juz od rana
byal mocno podniecona az rumienców na policzkach dostała. Od rana wdała sie w
głośną dyskusje tym razem z Johanem. Robiąc w kuchni "kneke" tosty
słyszałam ich podniesione głosy. Nagle...jednocześnie niemal usłyszałam
"Jooohaaanaaa!" i odgłos raptownie otwieranych drzwi. Wychyliłam sie
z kuchni i widze ze Johan z ogniami w oczach wymachuje niebieską bluzka pani
Danke.
- Ona nie chce
założyc - mówi wściekły ze az paruje.
Spojrzałam na Johana
i mówie że to przeciez nie problem, zaraz spytam która chce włożyc i mu dam.
- Wiem że nie problem
- mówi Johan - Ale czy ona zaraz musi krzyczec na mnie?!
Nie podobało mi sie
to "ona" ale przemilczałam. Weszłam do łazienki i pytam panią Dankę
jaką chce bluzkę.
- Bordową - słyszę
Ide do szafy i
wyjmuje jedwabna bluzkę z żabocikiem. Podaje Johanowi a pani Danke:
- Nieee! Johana ty
załóż.
Tylko Johana dłonie
złożone jak do modlitwy skłoniły mnie do tego.
- Dobrze - mówie do
obojga - ale to pierwszy i ostatni raz.
Zakładając bluzkę
zauważylam jak na twarzy pani Danke przemknął cichcem usmiech tryumfu.
Dokładnie taki sam
jak u mojej teściowej kiedy postawila na swoim. O - myśle- moja kochana pani
Danke. Nie ze mną te numery Bruner. Moze ja nie znam dostatecznie języka
niemieckiego ale TEN język to na perfekt, więc radzę uważać.
Zadowolona pani Danke
wjechała na śniadanie do pokoju i dalej potoczył sie dzien jak zwykle...do
obiadu...Po obiedzie pani Danke kategorycznie odmówiła pójscia do sypialn, bo
przyjdą nachbariny.. Była 12,30 a nachbariny miały sie "melden" o
16tej. Kupa czasu. Tlumacze ze zdąże wszystko przygotować, że musi odpocząc.
Nic...jak do ściany. Widze że pani Danke jest coraz bardziej zdenerwowana, w
oczach gniewne błyski...Więc o to chodziło, przypominam sobie slowa Johana. Ona
jest po prostu uparta.
Pani Danke tym czasem
siedząc w magicznym fotelu ,wydaje polecenia co mam zrobic. A wiec wysunąć stół
na środek , przykryc obrusem, postawic talerzyki i filiżanki,
"pledsien" i zrobic kawe.
Odmawiam zrobienia
kawy.
- Za wczesnie - mówie
-
Pani Danke zła.
- Za wczesnie -
powtarzam i wychodze z kuchni. Do moich uszu dochodzi cmokanie pani Danke.
Zawsze to robi jak jest zła. Ale nie ustąpiąłm. Poza tym chodze z urzędową
miną...no musi byc jakaś kara za to że nie mam pauzy.
Pani Danke poleguje w
swoim fotelu i nagle słysze chrapanie. Zaglądam a pani Danke śpi w najlepsze.
No i po co ja sie
ciskałam :), obrażałam. Przeciez pauze i tak mam czy śpi w łóżku czy w fotelu.
A może w tym wszystkim nie wszystko jedno?
Po 15tej pani Danke
zrobiła sie jeszcze bardziej niespokojna. 15,45 poprosiła żeby podac jej
telefon bo musi sie upewnic ze nachbariny nie zapomniały. Dzwoniła ale nikt nie
podnosil słuchawki. Wiadomo nachbariny są w drodze, wczołaguja sie na czubek
góry...sapią...znam ten ból. Wiec nie moga odebrac telefonu. Do pani Danke
jednak to nie trafia. Palcem wskazującym, conem nie znoszącym sprzeciwu
pokazuje mi krzesło i mówi ze mam TU siedziec razem z nia i czekac. Nie mam
mowy - mysle- i tak zdenerwowanie pani Danke mi sie udzielilo. Kiedy jednak
posłusznie (wbrew sobie) usiadlam, zobaczyłam znowu ten tryumfujący wyraz
twarzy. Raptownie wstałam mówiąc że ide do toalety a potem robic kawe. Wyraz
pani Danke momentalnie sie zmienił na łagodne spojrzenie. Na psychologii
uczylam sie ze zmiana pozycji w rozmowie często pomaga pewne sprawy
wynegocjować. I chyba to działa :) Poszłam wiec do kuchni i nastawilam kawe w
ekspresie. Akurat w tym momencie ktoś zadzwonil do drzwi.
Biegne na góre
otworzyc drzwi. Guten tag, guten tag...bla bla i nachbariny schodzą do pokoju
gdzie czeka pani Danke. Witają sie wylewnie po czym siadają do stołu. Grzecznie
pytam czy chca kawe czy herbatę. Pani Danke dumnym wzrokiem wodzi po
nachbarinach i zaczyna opowiadac o operacji, wylewie i Durchfallu oczywiście.
Nachbariny kiwają ze współczuciem głowami podczas gdy ja wkraczam z dzbankiem
do pokoju. Pierwsza nachbarina podstawia filiżankę a ja wlewam....Boże!
Wodę.Czyściutki wrzątek. W tym calym zdenerwowaniu nalalam wody do ekspresu,
włożyalm filtr ale kawy nie nasypałam. Nachbarina spojrzała na mnie zdziwiona
potem zerknęła do filiżanki, potem znowu na mnie a wreszcie rozejrzała sie po
stole. Najwyraźniej czegoś szukała. Kawy szukała. I chyba pomyslala ze to nasz
taki narodowy zwyczaj...ziarenka kawy pogryzac a wrzątkiem popijac. matko!
Jakiego wstydu sie najadlam. Nastąpial szybka ewakuacja do kuchni. Zamknęłam
drzwi za soba bojąc sie zrozumiec choć jedno słowo na mój temat,
Na szczęscie pani
Danke niczego nie zauważyla, caly czas prowadząc monolog o swojej chorobie. Nim
nachbarina ochłonęła z niewątpliwego szoku stała jzu przed nia filiżanka kawy.
Wieczór zastał mnie
wykonczoną...
Jeśli nachbariny będą
sie pojawiać częściej to ciężkie mnie tu życie czeka...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz