Nadal nie rozumiem
jak to sie dzieje że rozumiemy sie z panią Emi. Mam wrażenie że za mną stoi mój
Anioł Stróż i szepce mi do ucha co mói pani Emi a potem biegnie do niej i
tłumaczy co ja powiedzialam. Czasem jednak sie zmęczy tym bieganiem i robi
sobie pauze... A jak Rozi przyjeżdża to juz zupełnie ten Aniol urlop sobie
macha. No tak...macha...Bo Niemcy sobie urłop machają. W rozmowach z Rozi bez
słownika ani rusz.
No i czasie takiej
pauzy mego osobistego tlumacza czasem dochodzi do nerwowych sytuacji. Juz
mówilam że panicznie boję sie telefonu. Karteczka Rozi leży przy aparacie ale
tylko powitanie i że oddam słuchawkę pani Emi. Ale co dalej? Przeciez
wszystkich odpowiedzi nie można zapisać skoro nie zna sie pytań. Jak pani Emi
była jeszcze w szpitalu zadzwonil własnie telefon. Sparaliżowana stałam chwilę
bojąc sie odebrac. W koncu z gulają w gardle robie ruch i "czytam"
powitanie. Po drugiej stronie kobiecy głos coś mówi i ja rozumiem tylko
"mama Rozi". O matko! Pani Emi osobiście dzwoni. Dalej cos mówi , ja
nie rozumiem. Prosze żeby mówila wolniej (to akurat znam z kursu) Pani Emi mówi
wolniej, i słysze że prosi żeby jej przywieźć "Weiße Rosen"...????
Zdumiona patrze za okno...wprawdzie śniegu nie ma ale w ogrodzie tylko patyki
stercza...żadnej rózy nie ma...biała trawa jest bo w nocy przymroziło. Pani Emi
mówi jeszcze że są te róże w szafie. No juz zupełnie zgłupiałam. Niemniej
odpowiadam "gut, gut" i "ja, ja" Pani Emi zadowolonym
głosem piszczy " Cziiiis" i sie wyłacza. Zapisałam sobie co chciala
pani Emi a jak przyjechała Rozi to jej powtórzyalm. Rozi śmiała sie do łez.
Okazało sie że jej mama prosiła o przywiezienie białych spodni. Hose, Rose
brzmia podobnie,a przez telefon juz zupełnie tak samo. No i wpadka :
Ostanio co wieczór
kiedy przychodze powiedziec pani Emi "dobranoc" ta pyta
"verzeiht mir?"...Na początku naprawde nie wiedziałam o co jej
chodzi. Robiła taką smutną mine że odpowiedzialam z uśmiechem " Nein,
nein." Oczy pani Emi powoli zaczęły wypełniac sie łzami a usta jak dziecku
w podkówkę. Upsss...zła odpowiedź - myślę- I mówię z gorącym przekonaniem
"Ja ja" Pani Emi momentalnie wysychają oczy i z uśmiechem mówi
"dobranoc". Nastepnego wieczora to samo pytanie ale ja juz wiem jaka
ma byc odpowiedź. Kiedy przyszedl Johan przeczytałam mu fonetycznie zapisany
wyraz. Ten najpierw probował po rosyjsku ale nic nie skapowałam więc wyszukał w
słowniku. No tak ona prosila mnie o przebaczenie. Teraz wszystko jasne. Kiedy
dzis znowu zapytała juz z pełną świadomościa odpowiedziałam "Ja".
W czasie jednej z
pauz mojego Anioła pani Emi poprosila o herbate. Poszłam do kuchni i słysze jak
woła:'Tempo, tempo bitte". O jak sie zdenerwowałam, no. Mam zrobic herbate
to robie ale jeszcze mam robic szybko? Nie lubie jak mnie sie pogania...Jednak
najszybciej jak mogłam (wedle życzenia) Przyniosłam herbatę do pokoju. Pani Emi
patrzy z wyrzutem na mnie. O co chodzi - myślę - Za wolno czy co?
- A tempo? - pyta
Matko jedyna jakie
tempo...co to jest?
Pani Emi z kieszeni
swetra wyciąga zmiętą chusteczke higieniczną. No masz...to nie można poprosić
normalnie o chusteczke tylko jakies "tempo"? Ide do kuchni otwieram
szafke a tam leżą chusteczki w paczuszkach z napisem "tempo"...No
czasem tępa jestem...jak Anioł spi .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz