Odkąd pamiętam byłam chuda, długa
a w swoim czasie niewymiarowa nawet. No...ręce do ziemi długie
patyczaste nogi...Wyśmiewano sie
ze mnie w szkole. Wracałam z płaczem a mama moja mówiła: „Jesteś
piękna". Kłamała...byłam
poczwarka...ale jej wierzyłam i dochodziłam do siebie. Dziś po raz pierwszy
Bogu
dziękowałam, że jestem, jaką mnie stworzył.
Wstałam połamana...za mało
powiedziane...wstały moje zwłoki. Popatrzyłam w lustro w łazience i sie
przeraziłam. Patrzyły na mnie czarne,
spuchnięte oczodoły...Beby fon reagował całą noc na każde
poruszenie pani Emi. Biegłam do
jej pokoju a ona akurat przewracała sie na drugi bok i z błogim
uśmiechem przytulała głowę do
poduszki. "Musi mięć piękne sny" - pomyślałam. Ja natomiast nie
miałam
czasu śnić. Co zamknęłam oczy to zaraz je otwierałam.
Przypudrowałam nieco twarz i
poszłam do kuchni. Za parę minut zeszła Rozi (dziś wyjechała). Stanęła
w progu mówiąc "guten Morgen" i
zaniemówiła.
- Co sie stało - pyta
- Nic - mowie - nie spałam cała
noc. Beby fon.
Podeszła do mnie, objęła i
powiedziała ze jej przykro. Poprawiło mi to humor, ale nie wygląd...na
szczęście :) Akurat zadzwonił
ktoś do drzwi i wszedł Stefan (pielęgniarze mają klucze). Wesoło sie
przywitał i ....zamarł na mój
widok. Pomyślałam, że trzeba było więcej tego pudru użyć...Stefan poszedł do
pani Emi a ja przygotowywałam
śniadanie. Pani Emi wyszła..wyjechała na wózku inwalidzkim z
uśmiechem, przywitała sie z
uśmiechem i z tymże uśmiechem podjechała do stołu. Stefan zmierzył jej ciśnienie....powiem
szczerze....zamurowało mnie :) On mierzył ciśnienie przez bluzkę i sweter. No
jak to
ma być wymierne? Ale..myślę...to nie moja
sprawa. Stefan podał tabletki, wyciągnął jakiś segregator i
zapisywał cos parę minut. Potem
zaczął rozmawiać z Rozi...Wyszłam do kuchni...potem do sypialni pani
Emi . Otworzyłam okno, przetrzepałam
poduszki...
Kiedy wróciłam Stefan z Rozi byłi
juz w mojej sypialni. Rozi właśnie chowała do szuflady beby fon.
- To nie był dobry pomysł -
powiedziała.- Postawie przy łóżku mamy dzwoneczek. Jak będzie
potrzebowała pomocy to zadzwoni
Ucieszyłam sie, ale wizja
dzwoneczka mocno mnie zaniepokoiła. " Janie! Podaj mi szklankę
wody!") ....
Nie dałam po sobie poznać ze nie
jestem przekonana do tego...może niepotrzebnie sie martwię.
Stefan na odchodne pokazał, jakie
tabletki mam podąć w południe i wyszedł informując, że wieczorem
przyjdzie jego kolega. O matko! Znowu facet!
Jak miło:)
Na obiad pojechałyśmy do
restauracji. W drodze powrotnej wstąpiłyśmy do Edeki zrobić zakupy.
Doznałam szoku. Miałam tylko mówić,
czego potrzebuję a Rozi wrzucała do koszyka. Patrzyłam na ceny
i włos mi sie jeżył na głowie. Tyle pieniędzy!
No nie miałam odwagi mówić, co jeszcze, bo takie sumy mi
w mojej głowie wyskakiwały, że
szok. Przy stoisku z art, domowymi Rozi kazała(!) mi wybrać kubek
do kawy. Wybrałam...taki błękitny ...śliczny. Potem,
jaką chce czekoladę, jakie papierosy pale...kawę juz wiedziała...mydła,
szampon, pasta do zębów, ...Wyszłam z zawrotem głowy.
Po powrocie pani Emi udała sie na
poobiednia drzemkę. Rozi powiedziała, że mogę sie przespacerować.
Popatrzyłam za okno...lało i
wiało...wolałam zostać w swoim pokoju.
O 15tej pani Emi wstała i wypiła kawę.
Usiadła w swoim magicznym fotelu (elektryczny ) i zajęła sie
czytaniem gazety słuchając radia.
Rozi wyjechała o
17,30...i...zostałam sama na gospodarstwie. Usiadłam w pokoju z wyszywanką a
pani Emi zaczyna opowiadać.
Ja nie rozumiem...ja nie wiem, co
sie stało....nie rozumiem wszystkiego, ale wiem, o czym mówi, o co pyta
...ja naprawdę nie wiem, co sie
dzieje. I co jeszcze bardziej dziwne ona tez mnie rozumie. Poprawia, kiedy
cos źle powiem.
Pani Emi ...kochana..pogodna...
O 18tej podaje kolację...sama nie
jem, bo dla mnie za wcześnie. O 20tej dzwonek do drzwi...do pokoju
wchodzi taki czarniutki, śliczny
chłopaczek...na oko może 30 lat ma.
- Hallo! - mówi - Jestem Johan
-Hallo - odpowiadam - jestem
Johana
Zaczyna coś mówić a ja oczy jak
złotówki...no euro bardziej w tych niemieckich warunkach
- Czy mówisz po angielsku? - pyta
Jezusiczku, myślę, a ja
poliglotka czy co? Wystarczy, że niemiecki zakuwam codziennie a on angielskiego
ode mnie wymaga.
- Nie znam...ale znam rosyjski -
odpowiadam
Na to Johan uśmiecha się sie
szeroko
- To wspaniale, bo ja z
Kazachstanu pochodzę.
I zaczyna po rosyjsku mówić o
pani Emi, o jej chorobie...
Pani Emi najpierw z ubawieniem w
oczach potem nieco zła przysłuchuje się sie naszej rozmowie. Mrugam
do Johana a on kontaktuje. Zaczyna po
niemiecku. Zabiera panią Emi do łazienki potem do sypialni.
Nim wyszedł powiedział:
- Pani Emi jest trudnym
człowiekiem. Bardzo ci współczuję. Z nią trzeba twardo. To aktorka. Źle
wyglądasz.
Dbaj o siebie.
- To przez beby fon - mowie - ale
juz pochowany.
- I bardzo dobrze. Będziesz dziś
dobrze spała. Pani Emilia jest samodzielna. Nie budzi w nocy, kiedy chce
do toalety.
I tak sobie myślę teraz...Panie
Boże...prosiłam o rybę a dąłeś mi wędkę. Ale postawiłeś mi na drodze
jeszcze dobrych ludzi..Dam
rade...z Twoją pomocą nic mnie nie złamie:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz