Translate

sobota, 23 sierpnia 2014

Niedoskonałość? A może zaleta?

Odkąd pamiętam byłam chuda, długa a w swoim czasie niewymiarowa nawet. No...ręce do ziemi długie
patyczaste nogi...Wyśmiewano sie ze mnie w szkole. Wracałam z płaczem a mama moja mówiła: „Jesteś
piękna". Kłamała...byłam poczwarka...ale jej wierzyłam i dochodziłam do siebie. Dziś po raz pierwszy Bogu
 dziękowałam, że jestem, jaką mnie stworzył.
Wstałam połamana...za mało powiedziane...wstały moje zwłoki. Popatrzyłam w lustro w łazience i sie
przeraziłam. Patrzyły na mnie czarne, spuchnięte oczodoły...Beby fon reagował całą noc na każde
poruszenie pani Emi. Biegłam do jej pokoju a ona akurat przewracała sie na drugi bok i z błogim
uśmiechem przytulała głowę do poduszki. "Musi mięć piękne sny" - pomyślałam. Ja natomiast nie miałam
 czasu śnić. Co zamknęłam oczy to zaraz je otwierałam.
Przypudrowałam nieco twarz i poszłam do kuchni. Za parę minut zeszła Rozi (dziś wyjechała). Stanęła
 w progu mówiąc "guten Morgen" i zaniemówiła.
- Co sie stało - pyta
- Nic - mowie - nie spałam cała noc. Beby fon.
Podeszła do mnie, objęła i powiedziała ze jej przykro. Poprawiło mi to humor, ale nie wygląd...na
szczęście :) Akurat zadzwonił ktoś do drzwi i wszedł Stefan (pielęgniarze mają klucze). Wesoło sie
przywitał i ....zamarł na mój widok. Pomyślałam, że trzeba było więcej tego pudru użyć...Stefan poszedł do
pani Emi a ja przygotowywałam śniadanie. Pani Emi wyszła..wyjechała na wózku inwalidzkim z
uśmiechem, przywitała sie z uśmiechem i z tymże uśmiechem podjechała do stołu. Stefan zmierzył jej ciśnienie....powiem szczerze....zamurowało mnie :) On mierzył ciśnienie przez bluzkę i sweter. No jak to
 ma być wymierne? Ale..myślę...to nie moja sprawa. Stefan podał tabletki, wyciągnął jakiś segregator i
zapisywał cos parę minut. Potem zaczął rozmawiać z Rozi...Wyszłam do kuchni...potem do sypialni pani
 Emi . Otworzyłam okno, przetrzepałam poduszki...
Kiedy wróciłam Stefan z Rozi byłi juz w mojej sypialni. Rozi właśnie chowała do szuflady beby fon.
- To nie był dobry pomysł - powiedziała.- Postawie przy łóżku mamy dzwoneczek. Jak będzie
potrzebowała pomocy to zadzwoni
Ucieszyłam sie, ale wizja dzwoneczka mocno mnie zaniepokoiła. " Janie! Podaj mi szklankę wody!") ....
Nie dałam po sobie poznać ze nie jestem przekonana do tego...może niepotrzebnie sie martwię.
Stefan na odchodne pokazał, jakie tabletki mam podąć w południe i wyszedł informując, że wieczorem
 przyjdzie jego kolega. O matko! Znowu facet! Jak miło:)
Na obiad pojechałyśmy do restauracji. W drodze powrotnej wstąpiłyśmy do Edeki zrobić zakupy.
Doznałam szoku. Miałam tylko mówić, czego potrzebuję a Rozi wrzucała do koszyka. Patrzyłam na ceny
 i włos mi sie jeżył na głowie. Tyle pieniędzy! No nie miałam odwagi mówić, co jeszcze, bo takie sumy mi
w mojej głowie wyskakiwały, że szok. Przy stoisku z art, domowymi Rozi kazała(!) mi wybrać kubek
 do kawy. Wybrałam...taki błękitny ...śliczny. Potem, jaką chce czekoladę, jakie papierosy pale...kawę juz wiedziała...mydła, szampon, pasta do zębów, ...Wyszłam z zawrotem głowy.
Po powrocie pani Emi udała sie na poobiednia drzemkę. Rozi powiedziała, że mogę sie przespacerować.
Popatrzyłam za okno...lało i wiało...wolałam zostać w swoim pokoju.
O 15tej pani Emi wstała i wypiła kawę. Usiadła w swoim magicznym fotelu (elektryczny ) i zajęła sie
czytaniem gazety słuchając radia.
Rozi wyjechała o 17,30...i...zostałam sama na gospodarstwie. Usiadłam w pokoju z wyszywanką a
 pani Emi zaczyna opowiadać.
Ja nie rozumiem...ja nie wiem, co sie stało....nie rozumiem wszystkiego, ale wiem, o czym mówi, o co pyta
...ja naprawdę nie wiem, co sie dzieje. I co jeszcze bardziej dziwne ona tez mnie rozumie. Poprawia, kiedy
 cos źle powiem.
Pani Emi ...kochana..pogodna...
O 18tej podaje kolację...sama nie jem, bo dla mnie za wcześnie. O 20tej dzwonek do drzwi...do pokoju
wchodzi taki czarniutki, śliczny chłopaczek...na oko może 30 lat ma.
- Hallo! - mówi - Jestem Johan
-Hallo - odpowiadam - jestem Johana
Zaczyna coś mówić a ja oczy jak złotówki...no euro bardziej w tych niemieckich warunkach
- Czy mówisz po angielsku? - pyta
Jezusiczku, myślę, a ja poliglotka czy co? Wystarczy, że niemiecki zakuwam codziennie a on angielskiego
 ode mnie wymaga.
- Nie znam...ale znam rosyjski - odpowiadam
Na to Johan uśmiecha się sie szeroko
- To wspaniale, bo ja z Kazachstanu pochodzę.
I zaczyna po rosyjsku mówić o pani Emi, o jej chorobie...
Pani Emi najpierw z ubawieniem w oczach potem nieco zła przysłuchuje się sie naszej rozmowie. Mrugam
 do Johana a on kontaktuje. Zaczyna po niemiecku. Zabiera panią Emi do łazienki potem do sypialni.
Nim wyszedł powiedział:
- Pani Emi jest trudnym człowiekiem. Bardzo ci współczuję. Z nią trzeba twardo. To aktorka. Źle wyglądasz.
 Dbaj o siebie.
- To przez beby fon - mowie - ale juz pochowany.
- I bardzo dobrze. Będziesz dziś dobrze spała. Pani Emilia jest samodzielna. Nie budzi w nocy, kiedy chce
 do toalety.
I tak sobie myślę teraz...Panie Boże...prosiłam o rybę a dąłeś mi wędkę. Ale postawiłeś mi na drodze

jeszcze dobrych ludzi..Dam rade...z Twoją pomocą nic mnie nie złamie:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz