Dzis obudziłam sie z
bólem głowy...niby dobrze spałam ale czuje sie jakbym całą noc z kims walczyla.
Moze mi sie coś śniło...ale nie pamiętam. Poranek i do 12tej upłynął
normalnie...bez większych niespodzianek i "niespodzianek" tym
bardziej. Po obiedzie juz byłam przygotowana na" Nie bede spała" pani
Danke a tu pierwsza niespodzianka :) Pani Danke posłusznie położyął sie w
łóżeczku, kazała zasunąc żaluzje i...spytała zwyczajowo "Johana, Verzeih
mir?". Upsss...tego nie bylo w programie...zwykle wybaczam wieczorem. No
coż, korona mi z głowy nie spadnie jak wybaczę tez w południe. Poszłam do swego
pokoju i usiadłam do wyszywania. Po godzinie pomyślałam że skoro nachbarina
przyjdzie to lepiej teraz wszystko przygotuję....Nakryłam do stołu,
przygotowałam ekspres (10 razy sprawdzając czy jest w nim kawa) wyszłam
"sie dodwutlenic" i znowu zasiadlam w fotelu z robótką. Lubie te
chwile...z radia płynie cicha muzyka...taka typowa niemiecka, łatwo wpadająca w
ucho, melodyjna...to u nich lubie. Żadnych "łubu-dubu" po uszach.
Patrze na zegarek...juz po 15tej a nachbarina ma byc za godzinę. Trzeba budzic
panią Danke. Wchodze do sypialni a pani Danke chrapie aż miło. Delikatnie
dotykam jej ramienia i mówie ze trzeba wstawac. Pani Danke otwiera oczy,
uśmiecha sie i mówi
- Dzien dobry Johana
Juz dawno tak dobrze nie spałam w nocy.
???? Jakiej nocy?
Mowie ze jest popołudnie i podnosze zaluzje...pani Danke zdziwiona patrzy że
jest w bluzce i ponczochach...i zaczyna sie śmiac. Ja tez ale mi nie do
śmiechu...Od pewnego czasu zauważyłam że ma zaburzenia czasowe...przestrzenne
jeszcze nie...na razie. Mówiłam o tym z Rozi ale powiedziała że mama ma 90 lat
i ma prawo zapominac. Możliwe...zna mame lepiej...pomimo ze mieszka od wielu
lat 300km dalej...ale codziennie dzwoni wiec zauważyłaby chyba jakieś zmiany w
zachowaniu. Cóż ja...jestem tu dopiero 3 miesiące...ale za to 24 godziny na dobę.
Zawiozłam panią Danke
do pokoju...
- A co to za święto?
- pyta pani Danke
Naprawde sie
zaniepokoiłam...
- Dzis przychodzi
sąsiadka - odpowiadam
Pani Danke az
podskoczyla w wozku:
- O której?
- O 16tej czyli za 15
min.
Pani Danke nerwowo
zaczęła wypytywac czy jest ciasto, kawa...ale wszystko juz było przygotowane i
z pani Danke....wyszło powietrze :)
- Jak dobrze ze
jesteś Johana - powiedziała z ulga w głosie - ty o wszystkim pamiętasz a ja
zapomniaalm.
Zrobilo mi sie
smutno...nie wiem...cały czas próbuje sobie wyobrazic jej życie po wylewie a
przed operacja...JOhan mi wiele powiedzial..Była zupełnie sama...ktos wpadał na
chwile...i znowu była sama. Johan mówil że często jak wieczorem przychodził to
pani Danke (lato) "guliała" po ogrodzie przy chodziku....No trudno
ale ja nie rozumiem...takiej nieodpowiedzialności dzieci...Bo to jest
nieodpowiedzialność. jestem daleka od tego zeby kogoś oceniac...Stwierdzam
tylko fakt. Kobieta po wylewie, wymagająca opieki ( stąd
pielegniarze)...generalnie musi sobie radzic sama...zwłaszcza w nocy. Jest
wprawdzie zaopatrzona w "nutruf" i ma telefon ale...czasem sa
sytuacje że nie starcza siły żeby przycisnąc guzik...a czasem strach
paraliżuje....No kompletny brak wyobraźni...
O 16tej do okna
zapukala sąsiadka. Wyszłam na werandę i otworzyłam jej drzwi. Pani Sprengel
jest rówiesniczką pani Danke...no trochę młodsza...skonczy 90 lat w lipcu. Jest
sprawna, samodzielna ale wolala skorzystac z podjazdu w ogrodzie niz schodzic
po schodach. Podałam kawe i ciasto i usiadłam przy stole na
"zwyczajowe" 5 min (pani Danke juz wie że "libe" siedze u
siebie w tym czasie. Obie starsze panie rozmawialy wciągając mnie do tej
rozmowy co było mile. W pewnym momencie zwróciłam sie do pani Sprengel :
- Czy życzy sobie
pani jeszcze kawy? (formy grzecznościowe mam opanowane juz na medal)
- Jestem Frida -
usłyszałam w odpowiedzi
Zmieszana niezbyt
precyzyjna odpowiedzia...może to z racji wieku...powtarzam pytanie i znowu
sąsiadka odpowiada z usmiechem:
- Jestem Frida.
No masz - myslę-
zdaje sie że pani Sprengel jest bardziej chora od pani Danke, bo ta zawsze
odpowiada z sensem na pytania.
Musiałam miec chyba
niemądrą mina bo pani Danke zaczęła sie śmiac i mówi że własnie pani Sprengel
powiedziaal że mam sie do niej zwracac po imieniu. Ze świętym oburzeniem
potrząsnęłam głową.
- Nie mogę.
- Dlaczego? -
zapytaly obie niemal jednocześnie
- Dlatego ze to
będzie brak szacunku.
Obie panie popatrzyły
na siebie z uśmiechem a pani Sprengel powiedziaal że ona sobie tak życzy, że
bedzie jej miło i mam tak do niej mowić ...bo ona nie jest taka stara na jaką
wygląda :)
Cóż....więc od dziś
mam nową koleżankę. Ma na imię Frida,
srebrzyste włosy, uśmiech Anioła i oczy ...no takie...wszytkowiedzące...
Kiedy wychodzila
objęła mnie( a raczej schowala sie pod moim ramieniem bo malutka jak
kurczaczek) i powiedziała:
- Dziękuję ci Johana.
Przy tobie Emi odżyła...
I jeszcze coś w tym
stylu ze w razie problemów to mam przyjsc do niej i jej córki.
Zrobiło mi sie
miło...ale...czerwone światelko...
W razie jakich
problemów?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz