Translate

sobota, 23 sierpnia 2014

Wielkie żarcie...i nie tylko

Po przeżyciach dnia poprzedniego wstalam dosłownie 10 min przed przyjsciem Stefana. Zdążyłam sie szybko umyc i ubrac kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Stefan wesolo pogwizdując zbiegał ze schodow. Akurat wychodzilam z pokoju. Stefan z uśmiechem na twarzy juz miał się przywitac kiedy wyraz jego twarzy zaczął sie zmieniac...równoczesnie i mój usmiech odpłynął. Oboje z grymasem spojrzeliśmy na drzwi sypialni pani Danke i oboje zajrzeliśmy niepewnie do środka. Oczywiście...nasze nosy dokąłdnie wyczuły co zastaniemy. Ja wiedziałam, dokładnie wiedzialam co będzie ale kto mnie bedzie słuchał. Wsciekla byłam jak osa...nie na panią Danke ale na Rozi. Cały czas jej mówiłam ze trzeba uważac z jedzeniem. Nic ostrego, smażonego gazowanego a wina tym bardziej. Ale przeciez Święta. Jasne Dla jednego Świeta a dla drugiego juz po Świetach :(
Nic to Stefan zabrał "ogarniac" panią Danke a ja sypialnie. Niestety w pierwszy dzien Świąt bede musiała prac. Kiedy zajęta byłam zmianą pościeli weszla Rozi.
- Co sie stało?
Ostatkiem sił powstrzymałam sie od powiedzenia :"G..no oknem przylecialo" Powiedzialam tylko;-
-Durchfall.
Rozi poszła porozmawiac ze Stefanem i przy okazji wręczyc mu małą paczuszkę ze słodyczami i malutka kopertką. Dla Johana tez przygotowała i mam mu ja dac jak przyjdzie.
Ja w tym czasie wstawiłam pranie, wywietrzyłam pokój i zabrałam sie za przygotowywanie sniadania dla pani Danke. Rozi zaś przygotowywała dla swojej rodziny.
Potem dzien potoczyła sie w miare spokojnie...nawet mialam troche czasu dla siebie i tylko raz musiałam przebierac pai Danke spodnie.
Miałam nie gotowac obiadu bo jedziemy "essen".
Ok 11tej przyjechał Hos z żoną, córkąi synem a syn z dziewczyną. Było nas sporo a samochody dwa więc Nina powiedziaal że ona idzie piechotą razem z kuzynką Dorotheą. Zapakowaliśmy sie i pojechaliśmy do ...restauracji...własciwie to były dwie ogromne sale przy dworcu kolejowym. W jednej sali rozstawione były długie stoły. Jeden stół dla jednej rodziny....więc stoły były jedne krótsze drugie dłuższe. Wszystko zależało od liczebności rodziny. A w drugiej sali stały stoły pełne jedzenia...kotły, patelnie elektryczne...stoły z ciastami, wędlinami, serami...Zawrót głowy. Żona Hosa Edit wzięła mnie pod rękę i poszłyśmy "ładować"talerze. Swoja drogą wyglądałyśmy jak Flip i Flap. Bo Edit bynajmniej nie przypominała swej francuskiej spiewającej imienniczki. Edit jest słusznego wzrostu i także słusznej wagi. Ale wydaje sie być symatyczną kobietą.
Wróciłysmy do stołu i zaczęłam jeść...jedli oczywiście wszyscy. Kiedy skonczyłam grzecznie odstawiłam talerz i popijając kawe rozglądałam sie po sali. Edit spytała czemu nie jem. Powiedziałam że zjadłam.
- No to idź znowu sobie nałożyc.
No to poszłam, tym razem sama. Ale tak naprawde od samego patrzenia byłam najedzona. Wybrałam ciastko z wiśniami i lody.
A oni przynosili pełne talerze, jedli i znowu szli. Policzyłam że Hos zrobił 4 rundy, Edit 3, a Hasu az 5. O czym rozmawiali nie wiem ale dobrze sie bawili. Ja troche mniej bo cały czas obserwowałam panią Danke i krew mi sie burzyła. Rozi napotkała mój wzrok i przepraszająco sie uśmiechnęła, nakładając kolejną porcje czerwonej kapusty na talerz pani Danke.
W pewnym momencie Edit zaczęła do mnie coś mówić. O swojej kuzynce która śpiewa w kościelnym chórze.
- Ja też - powiedziałam
Na to Rozi zawołąłą z radością-
- Oooo! Johana zrozumiała co mowisz!
Edit z lekkim zdziwieniem spojrzała na szwagierkę. No troche komiczna sytuacja...jak teraz to opisuję :)
Po ok 2 godzinach Rozi wstala, chwyciła swoją mamę pod pachy i komunikuje że mama musi teraz odpocząć i ze jedziemy do domu. Kiwnęła na mnie a Edit do Rozi ze mogłabym zostac jeszcze że to Święta;
- No cóz to jej praca.
I tak sie zastanawiam...no bo Rozi ma racje...ale z drugiej strony musi sobie zdawac sprawe że jestem 24 godziny z jej mamą bez możliwosci wyjscia gdziekolwiek poza dwiema okazjami z racji zakupów. Jestm jej wdzięczna za troskę że dba o wszystko ale...zaczyna mnie męczyc ta sytuacja. Naprawde wolałabym godzinę tylko dla siebie niz te 25 euro tygodniowo.
Razem z nami pojechała córka Rozi Nina...slodka dziewuszka 21 lat a wygląda na 15 :)
Po przyjeździe razem z Niną odprowadziłyśmy panią Danke do sypialni żeby sobie odpoczęła.
Zaczynam sciągać spodnie i układać na łózku a tu nagle pani Danke jak nie wrzaśnie;
- Raus!! - i palcem wskazuje mi drzwi.
Zamurowało mnie. Jak automat sie odwróciłam i wyszłam. Teraz zadaję sobie pytanie dlaczego nie zareagowałam jak należy? Chyba ze względu na obecnośc NIny. Ale w szoku ciężkim minęłam w korytarzu Rozi i z błędnym wzrokiem wyszłam na dwór zapalic. Zaciągałam sie do bólu płuc...napięcie powoli mijało ale szok pozostał. Pierwszy raz ktos ...w dodatku obcy, w ten sposób sie do mnie zwrócil....wrzasnął...
Gdy tak stałam koncząc papierosa usłyszałam jak woła mnie Edit. Weszłam do kuchni a tam zgromadzenie rodzinne...i wszyscy poddenerwowani...przy stole siedzi zapłakana Nina.
- Co sie stało? - pytam
Edit posadzial mnei bez słowa na krzesle, usiadła na przeciwko i przygląda uważnie...no tak zaraz lampe mi przystawią i beda mnie przesłuchiwac..co ja zrobilam? W głowie mętlik.
A Edit pyta czy jej teściowa (pani Danke) tak nieładnie mnie traktuje w czasie kiedy jestem z nia sama. Odpowiadam że nie, że pierwszy raz to sie zdażyło...że nie wiem co źle zrobiłam.
I skąd wie że mnie wyrzucila z pokoju?
Okazało sie że Nina tez doznała szoku...chyba większego niz ja. Pierwszy raz zobaczyła swoją babcie w takim amoku. Znała ją jako kochaną, czuła,kobietę a tu takie zajście. I Nina z płaczem przybiegła do Edit że babcia tak obraziła Johane.
Jak mogłam pocieszałam Nine a ona mnie przepraszała za babcie. Powiedzialam że musi zrozumiec ze babcia jest chora, że ten Durchfall tez jest winny...ze kiedy boli coś to czasem nerwy ponosza...itd, itd.. Nina powoli sie uspakajala...Co dziwniejsze ja też. Może tym gadaniem bardziej siebie przekonywałam niż Nine :)
Ale najlepsze było zakonczenie . Edit , kiedy skonczyłam mówic odwróciła sie do Rozi i powiedziała:
- No faktycznie. Rozumie i ja ją rozumiem tez.
Mina Rozi? Nie wiem....hihiii...nie patrzyłam :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz