Po przeżyciach dnia
poprzedniego wstalam dosłownie 10 min przed przyjsciem Stefana. Zdążyłam sie
szybko umyc i ubrac kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Stefan wesolo
pogwizdując zbiegał ze schodow. Akurat wychodzilam z pokoju. Stefan z uśmiechem
na twarzy juz miał się przywitac kiedy wyraz jego twarzy zaczął sie
zmieniac...równoczesnie i mój usmiech odpłynął. Oboje z grymasem spojrzeliśmy
na drzwi sypialni pani Danke i oboje zajrzeliśmy niepewnie do środka.
Oczywiście...nasze nosy dokąłdnie wyczuły co zastaniemy. Ja wiedziałam,
dokładnie wiedzialam co będzie ale kto mnie bedzie słuchał. Wsciekla byłam jak
osa...nie na panią Danke ale na Rozi. Cały czas jej mówiłam ze trzeba uważac z
jedzeniem. Nic ostrego, smażonego gazowanego a wina tym bardziej. Ale przeciez
Święta. Jasne Dla jednego Świeta a dla drugiego juz po Świetach :(
Nic to Stefan zabrał
"ogarniac" panią Danke a ja sypialnie. Niestety w pierwszy dzien
Świąt bede musiała prac. Kiedy zajęta byłam zmianą pościeli weszla Rozi.
- Co sie stało?
Ostatkiem sił
powstrzymałam sie od powiedzenia :"G..no oknem przylecialo"
Powiedzialam tylko;-
-Durchfall.
Rozi poszła
porozmawiac ze Stefanem i przy okazji wręczyc mu małą paczuszkę ze słodyczami i
malutka kopertką. Dla Johana tez przygotowała i mam mu ja dac jak przyjdzie.
Ja w tym czasie
wstawiłam pranie, wywietrzyłam pokój i zabrałam sie za przygotowywanie
sniadania dla pani Danke. Rozi zaś przygotowywała dla swojej rodziny.
Potem dzien potoczyła
sie w miare spokojnie...nawet mialam troche czasu dla siebie i tylko raz
musiałam przebierac pai Danke spodnie.
Miałam nie gotowac
obiadu bo jedziemy "essen".
Ok 11tej przyjechał
Hos z żoną, córkąi synem a syn z dziewczyną. Było nas sporo a samochody dwa
więc Nina powiedziaal że ona idzie piechotą razem z kuzynką Dorotheą.
Zapakowaliśmy sie i pojechaliśmy do ...restauracji...własciwie to były dwie
ogromne sale przy dworcu kolejowym. W jednej sali rozstawione były długie
stoły. Jeden stół dla jednej rodziny....więc stoły były jedne krótsze drugie
dłuższe. Wszystko zależało od liczebności rodziny. A w drugiej sali stały stoły
pełne jedzenia...kotły, patelnie elektryczne...stoły z ciastami, wędlinami,
serami...Zawrót głowy. Żona Hosa Edit wzięła mnie pod rękę i poszłyśmy
"ładować"talerze. Swoja drogą wyglądałyśmy jak Flip i Flap. Bo Edit
bynajmniej nie przypominała swej francuskiej spiewającej imienniczki. Edit jest
słusznego wzrostu i także słusznej wagi. Ale wydaje sie być symatyczną kobietą.
Wróciłysmy do stołu i
zaczęłam jeść...jedli oczywiście wszyscy. Kiedy skonczyłam grzecznie odstawiłam
talerz i popijając kawe rozglądałam sie po sali. Edit spytała czemu nie jem.
Powiedziałam że zjadłam.
- No to idź znowu
sobie nałożyc.
No to poszłam, tym
razem sama. Ale tak naprawde od samego patrzenia byłam najedzona. Wybrałam
ciastko z wiśniami i lody.
A oni przynosili
pełne talerze, jedli i znowu szli. Policzyłam że Hos zrobił 4 rundy, Edit 3, a
Hasu az 5. O czym rozmawiali nie wiem ale dobrze sie bawili. Ja troche mniej bo
cały czas obserwowałam panią Danke i krew mi sie burzyła. Rozi napotkała mój
wzrok i przepraszająco sie uśmiechnęła, nakładając kolejną porcje czerwonej
kapusty na talerz pani Danke.
W pewnym momencie
Edit zaczęła do mnie coś mówić. O swojej kuzynce która śpiewa w kościelnym
chórze.
- Ja też -
powiedziałam
Na to Rozi zawołąłą z
radością-
- Oooo! Johana
zrozumiała co mowisz!
Edit z lekkim
zdziwieniem spojrzała na szwagierkę. No troche komiczna sytuacja...jak teraz to
opisuję :)
Po ok 2 godzinach
Rozi wstala, chwyciła swoją mamę pod pachy i komunikuje że mama musi teraz
odpocząć i ze jedziemy do domu. Kiwnęła na mnie a Edit do Rozi ze mogłabym
zostac jeszcze że to Święta;
- No cóz to jej
praca.
I tak sie
zastanawiam...no bo Rozi ma racje...ale z drugiej strony musi sobie zdawac
sprawe że jestem 24 godziny z jej mamą bez możliwosci wyjscia gdziekolwiek poza
dwiema okazjami z racji zakupów. Jestm jej wdzięczna za troskę że dba o
wszystko ale...zaczyna mnie męczyc ta sytuacja. Naprawde wolałabym godzinę
tylko dla siebie niz te 25 euro tygodniowo.
Razem z nami
pojechała córka Rozi Nina...slodka dziewuszka 21 lat a wygląda na 15 :)
Po przyjeździe razem
z Niną odprowadziłyśmy panią Danke do sypialni żeby sobie odpoczęła.
Zaczynam sciągać
spodnie i układać na łózku a tu nagle pani Danke jak nie wrzaśnie;
- Raus!! - i palcem
wskazuje mi drzwi.
Zamurowało mnie. Jak
automat sie odwróciłam i wyszłam. Teraz zadaję sobie pytanie dlaczego nie
zareagowałam jak należy? Chyba ze względu na obecnośc NIny. Ale w szoku ciężkim
minęłam w korytarzu Rozi i z błędnym wzrokiem wyszłam na dwór zapalic.
Zaciągałam sie do bólu płuc...napięcie powoli mijało ale szok pozostał. Pierwszy
raz ktos ...w dodatku obcy, w ten sposób sie do mnie zwrócil....wrzasnął...
Gdy tak stałam
koncząc papierosa usłyszałam jak woła mnie Edit. Weszłam do kuchni a tam
zgromadzenie rodzinne...i wszyscy poddenerwowani...przy stole siedzi zapłakana
Nina.
- Co sie stało? -
pytam
Edit posadzial mnei
bez słowa na krzesle, usiadła na przeciwko i przygląda uważnie...no tak zaraz
lampe mi przystawią i beda mnie przesłuchiwac..co ja zrobilam? W głowie mętlik.
A Edit pyta czy jej
teściowa (pani Danke) tak nieładnie mnie traktuje w czasie kiedy jestem z nia
sama. Odpowiadam że nie, że pierwszy raz to sie zdażyło...że nie wiem co źle
zrobiłam.
I skąd wie że mnie
wyrzucila z pokoju?
Okazało sie że Nina
tez doznała szoku...chyba większego niz ja. Pierwszy raz zobaczyła swoją babcie
w takim amoku. Znała ją jako kochaną, czuła,kobietę a tu takie zajście. I Nina
z płaczem przybiegła do Edit że babcia tak obraziła Johane.
Jak mogłam
pocieszałam Nine a ona mnie przepraszała za babcie. Powiedzialam że musi
zrozumiec ze babcia jest chora, że ten Durchfall tez jest winny...ze kiedy boli
coś to czasem nerwy ponosza...itd, itd.. Nina powoli sie uspakajala...Co
dziwniejsze ja też. Może tym gadaniem bardziej siebie przekonywałam niż Nine :)
Ale najlepsze było
zakonczenie . Edit , kiedy skonczyłam mówic odwróciła sie do Rozi i
powiedziała:
- No faktycznie.
Rozumie i ja ją rozumiem tez.
Mina Rozi? Nie
wiem....hihiii...nie patrzyłam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz