...bo inaczej starce
swoją tożsamość...Całe szczęscie że dzwonie od dwóch dni do domu :) Kochany
Stefan przyniósł mi taki tani przednumer do Polski. 01017 na stacjonarne i
01086 na komorke. Jako ze w domu nie mam stacjonarnego to dzwonie na ten drugi
numer...Szczęscie ze moge dzwonic i nieszczescie zarazem bo czesto mam po tych
rozmowach "nerrrrwa". Ale mowię po polsku...Niemniej chyba za późno
dostałam ten kierunkowy ...Przekonalam sie dzisiaj w Aldiku...
Zjechałam dzis po
zakupy z czubka gory z mocnym postanowieniem że kupie ogórki kiszone bo
strrraszsznie mi sie salatki zachciało :) Bo ja tu gotuję na co ja mam ochote.
Pani Danke i tak zawsze, co bym nie podała, reaguje piskiem zachwytu i wcina az
milo patrzec i gotowac.Chodze więc miedzy regałami ...no tak stoja słoiki
...ogórki konserwowe, ogórki "twarde" , na moje oko chyba są tez
ogórki tzw pikle, maziuga z ogorków, ciapaja z ogórków, ogórki tarte, małe
duże, cienkie grube...ale żadnego, nawet połowy kiszonego. Zaopatrzona juz w karteczkę
( po ostatniej kompromitacji z drożdżami) podchodze do pani w kasie i mówię:
- Ich suche sauren
Gurken.
- Tu nie dostanie
pani ogórków kiszonych - odpowiada z uśmiechem kasjerka
Kurcze! - myśle z
zachwytem - ja wszystko zrozumiałam!
Kasjerka dalej sie usmiechając
mówi dalej:
- Ogórki kiszone
dostanie pani tylko w ruskich sklepach. Ale to w Kassel.
No - myslę- ja jestem
wielka! To tez zrozumiałam! I...nagle w głowie błyskawica...Matko! Kasjerka
mówiła do mnie po polsku!!
Tak długo tu jestem i
myslałam że jedna Polka tu jestem a tu taka niespodzianka! Zaczęłam zagadywac.
Pani kasjerka rozmawiała chętnie dopóki nie zjawiła sie jej koleżanka i jeden
klient. W tym momencie przeszła metamorfoze...I przez 2 minuty może (nim sie
zorientowałam) ja mowilam po polsku a ona odpowiadala mi po niemiecku. Jak
teraz o tym pisze to nie wiem kto ...ja czy ona większego głupa z siebie
zrobił. A może jestem niesprawiedliwa...moze jej po prostu nie wolno mówic po
polsku...jak jest w pracy...
Wyszłam z mocnym
postanowieniem że nie bede kupowac w Aldiku. Ze wstydu nie będe...i żeby pani
kasjerki nie narażac na nieprzyjemności. Weszłam jeszcze do Edeki ale tez tylko
ogórki w kąpieli octowej były. Szkoda. W domu mialam przygotowane juz warzywa,
jaja...trudno...zrobię z konserwowymi. tez można ale ja nie lubie.
Kupiłam tez
majonez...ale powiem szczerze...niemiecki majonez nie dorasta do piet
naszemu...Salatka wyszła tak sobie. Innego zdania byla pani Danke. Piała na
wszystkie tonacje. Nawet do Rozi zadzwoniła "że w życiu tak dobego kartofeln
salat" nie jadła.
No - myslę- kartofel
tam był ale jako dodatek. Co za dziwna nazwa...dziwny kraj...dziwne zwyczaje i
smaki...
No koniec...jutro ma
przyjsc nachbarina...trzeba od rana sie mobilizować...w cierpliwość.
Ach,
własnie....nachbariny od ostatniego razu sie nie pokazały...chociaż pani Danke
dzwoni niemal codziennie. Myśle...to nie moja pycha bynajmniej...ze przyszły
mnie obejrzec...jak małpe w ZOO.
Jutro ma przyjsc
nachbarina co mieszka pietro wyżej na czubku góry. Kiedy jestem na ogrodzie
często rozmawiam z jej córka Sylwią...bardzo miła i serdeczna...Ciasto juz w
lodówce...A kawe zrobię jak przyjdzie nachbarina :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz