Translate

niedziela, 24 sierpnia 2014

Nie jestem sama

Jak tak się zastanawiam to nigdy nie byłam sama J. Pomimo częstych chwil, w których odczuwalam brak zrozumienia, uczucie osamotnienia w tym co mysle, o czym marzę. Zawsze jednak był i jest „Szef”, jak mawial ks. Witold. Codziennie niemal odczuwam Jego obecność. O działaniu nie wspomnę J Niekiedy mam wrażenie,że oddala się na chwile. Ale myslę , że to po to, żeby mnie postawic do pionu J Żebym się zatrzymała w gonitwie mysli „zrobie to sama”. Niemniej kiedy tylko zobacze że nie dam rady sama – wołam Go – i On przychodzi J Tak naprawdę to nigdy się nie oddalił. Tak naprawde to On czekał aż zawołam J
Ale….pomimo tego, w tym obcym kraju, tak po ludzku brakuje mi kogos z kim mogłabym usiąść na werandzie, czy gdziekolwiek, wypić kawe Ala Angela Merkel (Niemcy takiej nie pija) i najzwyczajniej w świecie pogadać o niczym. Pogadać w ludzkim języku, czyli po polsku. Nie domyślać się, nie plątać i wreszcie wyrzucic z siebie potok słów bez stresu . Oczywiście rozmawiam ze sobą ale na dluższą mete to może grozić chorobą przecież. Bynajmniej nie fizyczną.
I oto któregos dnia przyszedł Stefan. Jak zwykle wesoły, jak zwykle pokłócił się z pania Danke w łazienc i, jak zwykle ja nic nie zrozumiałam J
Kiedy wychodzil powiedział że dzis ktos do mnie zadzwoni.
- Kto? – pytam
- Niespodzianka – mówi ze smiechem – Do zobaczenia wieczorem.
I uciekł. I od tego momentu w mojej głowie przesuwaly się rózne scenariusze. Nie znam nikogo tu oprócz sąsiadów pani Danke i jej rodziny. No jeszcze pani w sklepie Edeka i ta Polka w Aldiku. Ale oni nie muszą do mnie dzwonić a poza tym co to by była za niespodzianka? Jak Stefan przydzie wieczorem to taką burę ode mnie dostanie,że hej. O serniku może zapomniec!
W południe, kiedy kończyłam obiad, usłyszałam dźwięk telefonu. Pani Danke odebrala mówiąc swoim słodkim glosem nr „tysiącpięćsetstodziewięćset”:
- Hallooo???
Jakąs chwile rozmawiala, po czym zawołała:
- Johaaaanaaa! Ktos do ciebie!
Zdziwiona i niezdziwiona odbieram słuchawke z rąk pani Danke i mówię niepewnym głosem
- Bitte.
Po drugiej stronie słysze w „ludzkim języku”:
- Witam. Nazywam się Ola. Pracuję u pani K. po drugiej stronie ulicy. Możemy się spotkać?.
W głowie mi zawirowało. Matko jedyna! Rodaczka na czubku góry! Po drugiej stronie ulicy! I chce się ze mną spotkać! Mój Boże! Jak Ty to robisz?! No dobra…nie pytam. Wiem. Ale…akurat na to zupełnie nie liczyłam J
Umowiłyśmy się na godzinę 15tą. Ola może się wyrwac w tym czasie na 20 min .Mogłaby wczesniej ale pani Danke kategorycznie zaprosiła ją na kawę.Ciekawska jedna J
O ustalonej godzinie wyszłam przed brame i zobaczyłam jak z górki na czubku góry, do dankowego lochu schodzi kobieta wesoło machając mi reką. Była mojego wzrostu, krótkie, bląd włosy i…poczulam….że się znamy od zawsze. Mało się nie rozpłakałam ze wzruszenia.
Zaprosiłam Olę na werande gdzie czekała już pani Danke, kawa i sernik.
Chociaz Ola przyszła do mnie to pani Danke sobie Olę w jasyr wzięła od samego początku. Ola bardzo dobrze mówi po niemiecku. Od 5 lat już pracuje w Niemczech. Dużo sobie nie pogadałyśmy ale umówiłyśmy się na następny dzień, kiedy obie nasze podopieczne będą spały. Pogoda jest piekna i można posiedzieć w ogrodzie. Żegnałyśmy się jak bardzo dobre znajome, chociaż niewiele o sobie wiemy jeszcze. Ola będzie tu do czerwca.. Mamy maj. Potem ma ją zmienić kolezanka.Jak pięknie!
Wieczorem, kiedy przyszedł Stefan, z uśmiechem podałam mu podwójna porcje sernika. Stefan o nic nie pytał. Nie musiał. Czułam się jakby ktos mnie unosił. I chyba na taka wyglądałam. Jak dodam do tego dzien bez biegunki to powiem że to był wspaniały dzien.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz