O ile propozycja
lekarza, a właściwie jego sugestia, w sprawie mojego pozostania była słuszna,
to niemniej „podarowanie” mi kuli było kosmicznym nieporozumieniem. Nagle
zdałam sobie sprawę, że aby moc się nimi posługiwac, najpierw trzeba się
nauczyć chodzić.
Ale po kolei…Otóż
specjalnie napisałam „podarowane” w cudzysłowiu bo po trzech dniach listonosz
przyniósł mi …UWAGA…rachunek za wypożyczenie kuli (szt.2). Całe 36 euro!
Zapłacić w ciągu 14 dni. Dobra ale jak zapłacić skoro w „portmoni” tylko
służbowe a prywatnych od Rozi za mało.
Byłam bardzo
zmartwiona. To zmartwienie musiało wymalować na mojej twarzy piękny meikap. Tak
piękny że Edit, która właśnie wtym dniu przyjechała, od progu zapytała co się
stało. W milczeniu podałam jej kopertę. Edit uważnie studiowała rachunek po
czym schowała do kieszeni. Na mój zdziwiony wzrok odpowiedziała:
- Dziś jadę właśnie
do diakonii -(Edit tam pracuje)- to po drodze wstąpię do szpitala i to
załatwię. Nic się nie martw, nic nie będziesz płacic.
Po raz kolejny KTOŚ w
odpowiednim czasie przysłał mi wsparcie J
Oczywiście Edit
zabrała kule ze sobą. Sprawiały więcej kłopotu niż były pomocne. Dwa razy chcąc
się przemieścic zaliczyłam podłogę i przyprawiłm tym prawie o zawał panią
Danke. Z przerażeniem patrzyła jak zbierałam się do pionu. A potem równie
przerażona patrzyła jak zamierzam gdzieś pójść. Tak więc dla jej dobra i jej
spokoju ducha kuśtykałam bez kuli. Druga sprawa to chcąc np. przynieśc pani
Danke herbatę brakowalo mi trzeciej ręki. Jedyne dwie jakie posiadam „zajmowały
się” kulami.
Niemniej zauważyłam że
jak prowadzę panią Dankę do toalety to idzie mi się nadzwyczaj dobrze. I nagle
odkryłam! Ja się trzymałam kolatorka pani Danke. Tak więc kiedy pani Danke
poleguje w magicznym fotelu ja śmigam z rolatorkiem niczym meserszmit J Problem zaczyna się wtedy kiedy pani Danke też chce
meserszmitować. Wtedy zazwyczaj meserszmit ujemy razem.
Tabletki od pana
doktora (szt.3) zużyłam w ciągu trzech następujących po sobie nocy. Ale teraz
już mogę spać bo ból pojawia się tylko przy poruszaniu. Niemniej opanowałam
technikę chodzenia. Wprawdzie przyjmuję pozycję paragrafu i wyglądać to musi
komicznie ale co tam. Ważne że nie boli.
Ola często do mnei
zagląda i nawet wykonuje te czynności, których nawer jako chodzący paragraf nie
jestem w stanie wykonać (np. podlewanie kwiatów w ogrodzie).
W sobotę jak zwykle
przyjechała Rozi. Jako że już jest ciepło to od czasu mojego przyjazdu co
sobotę po obiedzie i drzemce pani Danke, jedziemy na kawę i ciasto do kawiarni.
Do tej kawiarni przez 30 lat pani Danke wraz z mężem co niedziela jeździli
właśnie na kawę.
Za pierwszym razem,
kiedy miałyśmy jechac spytalam czy mogłabym zostac w domu. Rozi odparła że
absolutnie nie gdyż ona sama nie da sobie rady z rolsztulem. No coż…w końcu ma
rację…jestem tu do pracy.I własnie dlatego w ostatnią sobote nie zapytałam czy
mogłabym zostać ze względu na moje wciąż bolące kolano. Mogłam usłyszeć , że
skoro jestem niedysponowana to powinnam jechać do domu się leczyć. I to też
byłaby racja. Ale mialam nadzieję że Rozi sama na to wpadnie że raczej marną pomocą
dla niej będę w tym stanie. Niestety…święta naiwności…nie wpadła na to.
Zapakowałysmy się więc i ruszyłyśmy. Na parkingu Rozi pomaga al wysiąść swojej
mamie z auta a ja miałam się zająć wyjęciem wózka inwalidzkiego. Więc się
zajęłam. Z takim skutkiem że chwyciwszy wózek źle stanęłam i poczułam tak
potworny ból że zwalił mnie z nóg. Upadając pociągnęłam wózek ze sobą…jakiś
durny odruch…i leżac na ziemi byłam dokladnie przykryta tym wózkiem. Rozi,
która wyciągnęła już mamę z auta została w potrzasku. Bo nie może mi pomóc gdyż
trzyma mamę. Jak puści mamę to mi pomoże ale pani Danke opadnie na ziemię. Na
szczęście na parkingu było paru ludzi. Podbiegli do mnie i pomogli wstać. Rozi
czerwona ze wsydu przepraszała i dziękowała moim wybawcom. No własnie…przepraszała
ich…za co się pytam? Za mnie? Że opiekunka jej mamy jest w takim stanie że nie
może wyjąc wózka z auta? Na mnie Rozi nie patrzyła. Potem przy kawie spytala
czy już się dobrze czuję. No co miałam powiedzieć? Że muszę się dobrze czuć?
Czy mi się podoba czy nie?
Dobra, konczę…za dużo
żalu i złości się zbiera we mnie.
Jak będę dłużej pisać
to suchej nitki na nikim nie zostawię. I na co mi to? Nikt i tak nie usłyszy a
najwięcej szkody zrobię sobie…swoim nerwom i duszy. Idę się przejść po
ogrodzie…popatrzeć w gwiazdy które są tu tak blisko że tylko rękę wyciągnąć…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz