Translate

sobota, 23 sierpnia 2014

Eldorado

- Wyjedziesz, zarobisz i odpoczniesz przy okazji.- Tak powiedział Żabek, gdy namawiał mnie na wyjazd. Byłam zła...poza tym po przejściach z teściową, wiedziałam dokładnie, jaki jest "odpoczynek" przy chorej osobie w dodatku po wylewie. Nie wierzyłam w te bajki, ale co miałam zrobić? Prawda, że tu inaczej sie pracuje...ale czy łatwiej?
Plus, że jest pewien rytm wg, którego toczy sie życie. Jest pomoc pflege, jest taki podnośnik w wannie (teściowa we dwójkę wkładaliśmy do wanny, potem Żabek ją przytrzymywał a ja myłam), jest olbrzymia łazienka, do której wjeżdża sie wózkiem...ale...co z tego?
Minusy to obce dla mnie kąty, język, z którym jest z każdym dniem lepiej, ale ciągle niedoskonale. Jest brak kontaktu z domem...pisze listy...i czekam jak zbawienia na listonosza. Dzwonie z komórki, ale nie mam na abonament i niedługo wyłączą pewnie.
Ciężko mi dziś...w dodatku...
...pierwsze dwa dni sam na sam z panią Emi były zwyczajne...śniadanie, obiad, podwieczorek, kolacja. Kiedy podałam pierwszy tu ugotowany obiad pani Emi przyjęła go z piskiem radości. Dosłownie :) Przypominała dziecko i jego radość z nowej zabawki. I żeby to było coś ekstra...:) Zwykłe mielone z marchewka na gęsto. No ubawiła mnie bardzo. Ale kiedy zajrzałam do "piwnicy"...a potem rozmawiałam z Johanem...juz sie nie dziwiłam. Pani Emi mieszkała po wylewie sama. 5 razy dziennie przychodził ktoś z firmy pielęgniarskiej. Jedni myli, ubierali, drudzy gotowali posiłki, jeszcze inni sprzątali. Poza tym pani Emi była sama. Dopiero po operacji lekarz powiedział, że nie może sama funkcjonować. Teraz juz wiem, dlaczego i jestem przerażona. Tego sie nie spodziewałam...a powinnam? Skoro nikt mnie nie uprzedził?
Moje "Eldorado" zaczęło sie dwa dni temu...pani Emi zawołała mnie, że chce do toalety. No to pomogłam jej wstać z fotela i idziemy a ona w krzyk, że szybciej. No tak - myślę sobie- ja mogę szybciej, ale ona na pewno nie. Nie zdążyłyśmy...biegunka rozlała sie po całej łazience. Nie wiedziałam, co najpierw łapać. Spodnie? Panią Emilie? Za każdym razem łapałam biegunkę. W dodatku pani Emilia nosie pielucho majtki. Bardzo wygodne, gdy ktoś nie ma problemu, ale w takiej sytuacji bardzo niewygodne. Szybkim ruchem rozerwałam majtki, ale cała zawartość sie wylała na podłogę. Musiałam wszystko zmienić, bo podkoszulek tez był brudny. Podczas kiedy pani Emi siedziała na kibelku ja tak z grubsza ogarnęłam bałagan na podłodze a potem zajęłam sie myciem i ubieraniem pani Emilii. Zdarza sie myślę...chyba cos jej zaszkodziło trzeba wprowadzić dietę. Jutro nic smażonego.
Niestety..."wypadki" w ciągu tego dnia powtórzyły sie czterokrotnie. Bliska załamaniu powiedziałam o tym Johanowi. On zaprowadził mnie do "piwnicy" gdzie były leki i podał zielone saszetki. Ten "pulwer" mam podawać...i jeszcze ważna wiadomość. Że po takiej operacji to jest normalne. NORMALNE!!! Mało nie zemdlałam. Drugi dzien. "poinformował" mnie zapachem juz rano w sypialni. To, co zastałam przeszło moje wyobrażenie. Zakasałam rękawy i zaczęłam "porządki". Kiedy przyszedł Stefan nie było ani śladu po katastrofie...
Dziś też jest to samo...wszędzie biegunka...juz nie mam siły...acha...mam uważać żeby sie nie odwodniła. Nie ma z tym problemu, bo pani Emilia naprawdę dużo pije. Zapisuje ilość wypitych kubków po 250ml...mam wtedy mniej więcej jako taki obraz. W kalendarzu zapisuje tez ilość "katastrof"...to juz dla Rozi jak przyjedzie.
Póki co nie mogę jeść...jest mi niedobrze....pani Emi płacze a ja razem z nią tylko tak żeby nie widziała.
Co robić? Zadzwoniłam do siostry (jest pielęgniarką) Jabłko, śliwki...i żadnego ziarnistego chleba. Ok będziemy próbować.
Pani Emi juz śpi...to prawda, co powiedział Johan...nie budzi mnie w nocy, ale ja i tak nie śpię, bo juz nerwy mam w strzępach. Jak tak dalej pójdzie to zejdę pierwsza...przed panią Emilią...A na grobie napiszą, co? Ze zabiła ją biegunka?!

Boże mój...ja Cię bardzo, ale to bardzo proszę ..pomóż mi sobie z tym poradzic.Ja wiem, że doświadczasz mnie...ale czy to musi byc takie "doświadczenie"? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz